Rok pozniej....
Podróżowo
Zakochalam sie w tym miejscu...od pierwszej chwili...i nie tylko ze wzgledu na pogode, choc fakt ze przez caly rok nie ma tam mrozow ani sniegu jest jak dla mnie rajem na ziemi w odroznieniu od Chicago gdzie anomalia pogodowe sa czestrze od zwyczajnych 4 por roku do jakich bylam przyzwyczajona przez cale moje dziecinstwo i czesc doroslosci w Polsce ...ogrody pelne owocow egzotycznych ktore rosna niemal przez caly rok,plaze po ktorych mozna spacerowac od stycznia do grudnia, rozkoszujac sie pieknym zachodem slonca nad Pacyfikiemi idealnym miejscem na ziemi dla serferow, Na wschodzie pasmo gor -Laguna Mountains . To wszystko w jednym miejscu na ziemi- poludniowo -zachodni kraniec Kalifornii- malowniczo polozone miasto San Diego...
Rok pozniej....
No i jestesmy... Plany od dwoch lat, przygotowania od pol roku, pakowanie calego domu,garazu przez dwa tygodnie niezliczonych ilosci rzeczy potrzebnych, chyba potrzebnych albo tylko wydajacych sie ze beda potrzebne. Poupychlismy wszystko i wszedzie do wynajetego trucka i ruszylismy z jednodniowym opoznieniem w podroz 2200 mil w strone naszego nowego domu ciagnac ze soba dwa samochody i dwa niesforne psiaki, uff! Nie byla to latwa podroz zwazywszy ze w drugim dniu przez caly stan New Mexico towarzyszyla nam snieżyca. Ale dotarlismy cali na miejsce na czwarty dzien do konca nie dowierzajac ze tym razem to nie kolejne wakacje w tym miejscu ale pobyt ma byc moze stale...
Rok pozniej....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz